czwartek, 24 stycznia 2013

Lekarze dostają kasę za nic a Polska jest do niczego.

Ughh... Jak słyszę głos zakompleksionych Polaczków, twierdzących, że tutaj nie można niczego osiągnąć to robi mi się niedobrze. Gdy docierają do mnie słowa w stylu "tej to się udało, może sobie pojechać do Zanzibaru na wakacje, szkoda, że normalni ludzie tak nie mają" to mam ochotę krzyknąć "hej, dziewczyno, a co zrobiłaś w tym kierunku, by tam się znaleźć?" Ale co tak NAPRAWDĘ zrobiła ta osoba. Co? Nic. Najczęściej innym zazdroszczą osoby leniwe, które chciałyby by kasa spłynęła im z nieba. Ile jest licealistek, które na pytania "Gdzie idziesz na studia? Co zamierzasz robić w przyszłości?" odpowiadają, że jeszcze się zobaczy... Kurde, przecież nasze życie jest w naszych rękach i jeśli nie mamy konkretnych planów... To samo nic się nie zrobi. Ile jest studentek, które zamiast uczyć się do sesji upijają się do nieprzytomności za kasę rodziców, jednocześnie śmiejąc się z zakuwających koleżanek? Co, one myślą, że najlepsze firmy będą je chciały do siebie ściągnąć tylko ze względu na ładne oczy? Przykro mi, rzeczywistość jest inna. Wielkie korporacje, owszem, odzywają się do kończących studia studentów, ale... ale tylko do tych WYBITNYCH. Do tych, którzy sobie na to zapracowali. Przykro mi, nic za darmo.
Och, ileż to jest zawistnych, zazdrosnych ludzi, sądzących, że lekarzom pieniądze daje się za nic. Za nic? No pewnie. Żeby dostać się na medycynę trzeba mieć rewelacyjnie napisaną maturę. Potem - 7 lat studiów + minimum 3 lata specjalizacji... By wreszcie móc zasuwać na jednym etacie w szpitalu, na drugim w przychodni, przeplatając to prywatną praktyką i nocnymi dyżurami. Ale to nic. Pani sklepowa, która ledwo skończyła liceum (albo i nie), która przychodzi sobie na 8 godzin do pracy powinna zarabiać równie dużo. A Ci prezesi w dużych firmach? Kolejna banda nierobów, zgarniająca pieniądze, które należą się panu woźnemu w szkole. To nic, że ów pan prezes najpierw z wybitnym wynikiem skończył szkołę, uczył się kilku języków, potem harował po 12 godzin dziennie, by teraz móc zostać szefem i spędzać w biurze po 14 godzin, na dokładkę zabierać papiery do domu, a weekendy spędzać na przymusowych delegacjach, Ale to przecież nic - mechanikowi czy woźnemu należy się co najmniej taka sama pensja.
Ludzie, ogarnijcie się - najczęściej jest tak, że jeśli ktoś może sobie pozwolić na podkład Chanel czy sukienkę od Ewy Minge, to oznacza to, że sobie na to zapracował. Pieniądze naprawdę nie spadają z nieba...
Dlaczego więc Polacy mają to do siebie, że zamiast wziąć się do roboty, zamiast zacząć czynić kroki, mające na celu poprawienie ich sytuacji materialnej, wolą hejtować innych i głupio narzekać jacy to oni są pokrzywdzeni przez los?

Dobranoc.

6 komentarzy:

  1. Dokładnie, skąd ja to kochana znam! Wkurza mnie takie gadanie i słyszę je wszędzie dookoła! Przez to zawsze jestem zjechana przez rodzinę i znajomych , że jak to nie opowiadam się po ich stronie?! Ale taka prawda, że gdyby ktoś chciał naprawdę coś osiągnąć to wystarczy troszkę się postarać i do wszystkiego można dojść! Nie sprawiedliwym byłoby gdyby wszyscy otrzymywali tyle samo za tak różną prace, o zupełnie różnej odpowiedzialności np. Często ludzie nie zdają sobie po prostu sprawy na czym polega praca innych i dlatego tak generalizują. A co do Polski to uwielbiam swój kraj i myślę, że nie mamy aż tak na co narzekać, są kraje, które mają o wiele gorzej. I dopóki sami nie zmienimy naszej mentalności, naszego podejścia zawsze będzie coś źle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć. Zgadzam się z Twoimi słowami i mówię do innych - nie utrudniajmy sobie życia!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Masz racje. Ja tez sobie zapracowalam i to ciezko. Juz na studiach zasuwalam 4 dni w tygodniu na wyklady i cwiczenia, a kolejne 2 dni dawalam korepetycje, zeby sie na tych studiach utrzymac. Przeplakalam niejedna sesje i nasluchalam sie drwin kolegow, ktorzy zaczynali impreze, kiedy ja wychodzilam na wieczorny kurs jezykowy. Od 5 roku studiow pracowalam na pelen etat, a wlasciwie na prawie na 2 etaty. W pierwszych 7 latach pracy norma byl 12 godzinny dzien pracy, szkolenia w weekendy i nagle wyjazdy w delegacje. To przynioslo podyzki, awanse, doswiadczenie... Od kilku lat mam komfort finansowy, ale dopiero od kilku miesiecy pozwalam sobie na kupno markowych produktow wysokiej jakosci, zwracam uwage na to, zeby ubrania i kosmetyki byly z naturalnych materialow pozyskiwanych z uczciwego handlu, byly produkowane w Europie, a nie w Azji. Dopiero teraz rozumiem slowa mojej babci, ze tylko bogaci moga pozwolic sobie na tanie rzeczy. Drogi swetr z kaszmiru wytrzyma dlugie lata, czasem i kilkadziesiat lat, a sztuczny sweterek z sieciowki za w koncu tez nie tak malo, bedzie do wyrzucenia po 10 praniach. Profesjonalne kosmetyki dzieki swojej jakosci i wydajnosci wystarczaja na znacznie dluzej niz wiekszosc byle jakich. Kupujac tanio, musimy kupowac duzo, wiec w rezultacie paradoksalnie wydajemy wiecej. Jednak ciezko jest przekonac bliznich, zeby powstrzymali swoj konsumpcjonizm, kupowali mniej, ale rozumniej...
    Pozdrawiam Cie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam i zapraszam ponownie.

      Usuń
  3. no tak.. taki polaczy urok, ja też staram się walczyć z taką postawą, wśród rodziny najczęściej.. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja postawę poszkodowanych widzę najczęściej wśród koleżanek. Niestety, ale kobiety są bardzo zawistne.
      A co do walki - to tak jak bitwa z wiatrakami :)

      Pozdrawiam

      Usuń